Wybraliśmy życie na wulkanie, czyli jak Polacy żyją na Teneryfie

8 października 2021, 20:13
Nie ma dnia, aby osoby chcące wybrać się na Teneryfę nie dopytywały się o to, jak wygląda sytuacja na wyspie, bo boją się o swoje bezpieczeństwo z uwagi na wybuch wulkanu na La Palmie. Jak tutaj jest? Nie ma pyłu wulkanicznego, nikt nie chodzi po ulicach w maskach, powietrze jest przejrzyste, a pogoda cudowna. Zaledwie 100 kilometrów od La Palmy, gdzie wulkan Cumbre Vieja przypomniał o swoim istnieniu, życie toczy się normalnie.

Z Teneryfy - najpopularniejszej wyspy w archipelagu Wysp Kanaryjskich, La Palmę można zobaczyć przy bezchmurnej pogodzie z półwyspu Punta de Teno. To najbardziej wysunięty na północny zachód skrawek Teneryfy. Turyści oraz mieszkańcy okolicznych miejscowości przyjeżdżają tu codziennie, aby obserwować spektakularne zachody słońca, ale też spoglądać w kierunku wyspy, na której wulkan wyrzuca ogromne ilości lawy. Jest też drugi punkt widokowy, który znajduje się obok miejscowości Santiago del Teide. Jest to tak popularne miejsce, że niedawno pojawił się tam food truck. 

Nad Teneryfą codziennie przelatują śmigłowce i kierują się w kierunku La Palmy. To jedyna rzecz, która tutaj jest nowością. Na co dzień plaże są pełne turystów, knajpki nad brzegiem  oceanu tętnią życiem. Loty na Teneryfę zostały wstrzymane tylko jednego dnia na kilka godzin. Turyści przylatują i wylatują z wyspy, a stali mieszkańcy z niepokojem, ale bez paniki obserwują to, co dzieje się 100 kilometrów od ich domu. Bo Teneryfa to też wyspa wulkaniczna i tutaj też może wcześniej czy później dojść do erupcji. Nad Teneryfą króluje Teide - najwyższy szczyt Hiszpanii, a jednocześnie ogromny, obecnie uśpiony wulkan. Codziennie setki osób wjeżdżają i wchodzą na wulkan, aby zobaczyć go z bliska i poczuć ogromną siłę natury. Wejście na 3718 metrów nad poziom morza to dla wielu ogromny wysiłek, ale cudowne widoki rekompensują wszelkie niedogodności. Będąc na samym szczycie, jesteśmy tuż nad kraterem, skąd jeszcze w 1909 roku wylewało się morze lawy - dokładnie tak jak teraz na La Palmie.

I to właśnie tutaj, 5000 kilometrów od Polski, u podnóży wulkanu zamieszkało wielu naszych rodaków. Wśród nich są Ola, Dawid oraz ich dwójka dzieci: Zuzia i Gaja. W lutym tego roku zostawili Polskę i wybrali życie na wulkanie. Długo szukali swojego miejsca na ziemi i wybór padł na Teneryfę. Tutaj żyją, tutaj wychowują swoje dzieci i tutaj chcą zapuścić korzenie. Tuż po wybuchu wulkanu nagrali film, który umieścili na swoim kanale na YouTube - Flow to Slow. Jak mówili, są pełni obaw, nie wiedzą co dalej będzie, ale na chwilę obecną nie zamierzają opuścić wyspy. Oczywiście, biorą też pod uwagę to, że życie na wyspie wulkanicznej niesie za sobą pewne ryzyko, ale są dobrej myśli.

- Słyszeliśmy, że wulkany miały tu już dawno wybuchnąć, więc wiedzieliśmy, że w końcu to nastąpi. Zniszczenia na La Palmie są duże, ale miejmy nadzieję, że tylko na stratach materialnych się skończy - opisuje sytuację Ola. - Fakt niektórzy mieszkańcy są nieco zaniepokojeni, może nie wszyscy, ale część z nich na pewno. Niektórzy zrobili sobie plany ewakuacji w razie potrzeby. Tutaj niebo jest przejrzyste, jest pięknie, nie ma pyłu, więc nie ma czego się obawiać. 

Wiele osób pisało do nich, aby zostawili ten “raj na ziemi” i wracali do Polski, gdzie nie ma żadnego wulkanu i nie grozi nikomu tsunami. Jak na razie Ola i Dawid podchodzą do tych wiadomości ze spokojem. Nie pakują swoich rzeczy, nie rozglądają się za najbliższym samolotem. 

- Przyzwyczailiśmy się do stanu takiej lekkiej niepewności, co będzie dalej. Nie czuję żadnego zagrożenia. Dużo osób wokół, z którymi rozmawiamy o tym co się dzieje na La Palmie uspokaja, że w 1971 też był taki wybuch i na spokojnie to musi swoje tam wyrzucić i na tym się skończy - mówi Dawid z kanału Flow tu Slow. 

Wybuch wulkanu na sąsiedniej wyspie przyciąga też turystów żądnych mocniejszych wrażeń. Chętnych, żeby popłynąć pod wulkan Cumbre Vieja nie brakuje. Wycieczki organizowane przez lokalne biura podróży cieszą się dużą popularnością. Statki w kierunku La Palmy z turystami z Los Cristianos kursują dwa razy w tygodniu. Jak informują lokalni sprzedawcy atrakcji, wycieczka trwa kilka godzin. Koszt - w zależności od wyboru - od 85 do 100 euro. W drugiej opcji mamy na pokładzie zapewniony lunch. Statek opływa całą wyspę i trzyma się w bezpiecznej odległości od miejsca, gdzie lawa wpływa do Oceanu Atlantyckiego. Na sąsiednią wyspę można dostać się też rejsowym promem ze stolicy - Santa Cruz de Tenerife. Podróż w jedną stronę trwa niewiele ponad 4 godziny i kosztuje ponad 100 euro w jedną stronę.


Podziel się


Komentarze



Pozostałe wiadomości