Na lubuskich stacjach tankowanie coraz droższe. Czy będą w końcu obniżki?
Panikowaliśmy, gdy cena niebezpiecznie zbliżała się do magicznej bariery 5 złotych za litr. Okazało się, że przekroczenie tego poziomu nie było trudne i ceny paliw wciąż pną się do góry.
Jak podaje branżowy portal e-petrol.pl w ostatnich dniach podwyżki jeszcze przyspieszyły i za litr 95-oktanowej benzyny i oleju napędowego płacimy na niektórych stacjach w okolicach 5,20 zł za litr.
W kwietniu i maju 2020 roku, kiedy to w naszym kraju wprowadzono restrykcje związane z przemieszczaniem się, rząd postanowił zrezygnować zapewne z części zysku za paliwo i obniżył znacząco stawki na swoich stacjach i w sprzedaży hurtowej. Efektem były ogromne obniżki. Pamiętacie sytuację, kiedy to za litr benzyny bezołowiowej na mniejszych stacjach płaciliśmy nawet 4,20? Takie czasy niestety zbyt szybko nie powrócą, bo już nikt nie zamierza rezygnować z zysków, a na światowych rynkach nie widać obniżek cen baryłki ropy.
Jak to wygląda w praktyce? Postanowiliśmy sprawdzić, jak na naszym portfelu odbije się tak wysoka cena benzyny. Dla naszego porównania „użyliśmy” przysłowiowego Kowalskiego, który mieszka w Nowej Soli, posiada samochód napędzany benzyną bezołowiową i pali średnio 7,5 litra na 100 kilometrów. Wybiera się on z rodziną do Dziwnówka, a więc najbliższej położonej miejscowości nad polskim morzem. Odległość w jedną stronę to 308 kilometrów. Nie zakładamy żadnych korków, objazdów. Kowalski mknie w dwie strony bez postojów swoim samochodem.
Jakie wyniki? W ubiegłym roku za przejazd w obie strony Kowalski zapłaciłby 198 złotych, a teraz – biorąc pod uwagę ceny na stacjach paliw – 240,24 zł. Rodzinny wypad nad morze (oczywiście nie licząc kosmicznych cen nad Bałtykiem) kosztować nas będzie w tym roku około 50 złotych więcej.
Czy może być drożej? E-petrol.pl prognozuje, że pomimo obniżek na rynku hurtowym najbliższe dni nie przyniosą spadku cen przy dystrybutorach. Możemy jedynie liczyć na zachowanie wzrostów.